Boiling Frogs 2016 – Nie bądź żabą!

Boiling Frogs
W ostatni weekend miałam okazję uczestniczyć w pierwszej edycji konferencji „Boiling Frogs” odbywającej się we Wrocławiu.

Skąd taka nazwa?
Otóż jest pewna legenda/opowieść/mit mówiąca o tym, że jeśli wrzucimy żabę na gorącą wodę, to ona od razu wręcz instynktownie wyskoczy i ucieknie gdzie pieprz rośnie. Natomiast jeśli będziemy ją powoli podgrzewać w początkowo zimnej wodzie, to nie zauważy że coś jest nie tak i zginie.
Konferencji przyświecał zatem cel, by programiści nie stawali się takimi obojętnymi, powoli zdychającymi żabkami a wręcz przeciwnie – by pobudzić ich do ciągłego rozwoju i zdobywania nowych umiejętności. Stąd podtytuł: „Konferencja Software Craftsmanship”.

Moje wrażenia są bardzo dobre. Mimo, iż była to pierwsza taka impreza organizowana przez ITCorner, organizatorzy stanęli na wysokości zadania. To „Wrocławskie Braterstwo Technologiczne” łączy małe i średnie firmy IT na Dolnym Śląsku.

Cykl prelekcji otwierał Tomek Kaczmarzyk prezentujący założenia i cel konferencji. Tym samym mieliśmy okazję przypomnieć sobie manifest Software Craftsmanship. Zapewne też wiele osób zapoznało się z nim po raz pierwszy.

Po tym wykładzie pojawiły się już trzy ścieżki i ciężko było zdecydować na co się wybrać.
Ja zdecydowałam się na wykład „Developerze, zdevelopuj się sam!” Bartka Zdanowskiego. Mówił on o tym, jak sobie radzić, jeśli na co dzień pracujemy z jakimś nudnym i nieciekawym projektem bądź starą technologią. Podpowiadał jak urozmaicić sobie pracę – np. urzadzając w pracy hackathony a także podsunął parę sposobów na rozwijanie się po pracy – np. właśnie konferencje, książki. Nie dowiedziałam się z tej prezentacji nic dla mnie szczególnie nowego, ale myślę, że dla wielu programistów może być bardzo inspirująca.

Następnie posłuchałam „BDD i wymagania w Agile” autorstwa Wiktora Żołnowskiego. Wybrałam się na ten wykład, gdyż już kiedyś miałam okazję uczestniczyć w prelekcji Wiktora (o tej samej tematyce, co ta, która miała miejsce parę godzin później) i uważam, że opowiada ciekawie m.in. dlatego, że nie szczędzi przykładów z życia. Tym razem również było wiele takich anegdotek, gdyż Wiktor zaczął od wspomnienia o swojej nie dokończonej jeszcze książce opartej o fakty wyciągnięte z prawdziwego projektu.

Kolejny na mojej liście był Michał Gruca z prelekcją „Pozytywistyczny developer, czyli ciągła praca u podstaw.” I to był zdecydowanie mój numer jeden tej konferencji. Polecam obejrzenie nagrania jak tylko pojawi się w sieci. Otóż motywem przewodnim było to jak ulepszyć atmosferę w zespole, by wszystkim pracowało się fajnie i wydajnie.
Michał zwrócił uwagę na ważny problem, który dręczy wielu developerów – tymczasem myślałam, że jestem jedyna;) Jest on nazywany syndromem oszusta. Mianowicie wielu osobom mimo ogromnej wiedzy i specjalizacji w swojej dziedzinie wydaje się, że wie bardzo mało a wręcz nic i wszystko co osiągnął do tej pory jest dziełem przypadku. Prowadzi do to dużego stresu w sytuacji, gdy ktoś zostanie poproszony o pomoc lub realizację jakiegoś przedsięwzięcia, ponieważ jest on przekonany, że sobie nie poradzi. Oczywiście ostatecznie prowadzi to do tego, że jeśli już się podejmie, to sobie poradzi, ale zapewne bywa i tak, że ze strachu nie podejmie się wcale. Większość prezentacji poświęcona była właśnie temu problemowi. Michał namawia nas, byśmy jednak pomyśleli o tym, jak wiele jest osób, które wiedzą mniej od nas i z którymi możemy dzielić się naszą wiedzą. Pozwoli to zauważyć jak wiele jej posiadamy. Mówi też o tym, że dla ludzi, którzy właśnie mają wspomniane obawy ważne jest, by otrzymywać informację zwrotną – że sobie poradziły, że się im dziękuję za pomoc itp. Pomaga to uwierzyć w siebie i bardziej otworzyć na możliwości.

Na kolejnym wykład wybrałam „Effective Software Delivery” autorstwa Jakuba Kubryńskiego. Mówił on m.in. o tym, żeby nie upierać się przy realizacji wszystkich projektów w jednej technologii tylko dlatego, że kiedyś jakiś projekt za jej pomocą stworzony odniósł sukces. Zachęcał do elastyczności i większego przemyślenia tego co i jak się robi w projektach.

Tutaj powoli dochodzimy do momentu, gdzie muszę napisać coś mniej chwalebnego na tle jednej z prelekcji. Na przedostatnią tego dnia wybrałam „Be pragmatic, be SOLID!” Krzysztofa Menżyka. Niestety kompletnie mnie rozczarowała. Temat SOLID to dość teoretyczna kwestia i łatwo o jego nudne przedstawienie. Tak było właśnie tym razem. Owszem – było trochę teorii i trochę przykładów, ale sposób w jaki było to przedstawiane był dość nudny i miałam momentami wrażenie, iż autor sam siebie znudził tą prezentacją. Być może stało się tak dlatego, że dało się zauważyć spadek zainteresowania ze strony uczestników i doprowadziło do spadku energii. Prelekcja skończyła się dużo przed zakładanym czasem – nie wiem czy efekt taki był zamierzony, czy też powód był taki jak napisałam wcześniej.

Na koniec uczestniczyłam w prezentacji Mariusza Sieraczkiewicza „Naturalny porządek refaktoryzacji”. Czytałam książki o tej tematyce i w codziennej pracy oczywiście stosuję refaktoryzację, więc zastanawiałam się co nowego można jeszcze w tej kwestii wymyślić. Okazało się, że Mariusz bardzo fajnie przedstawił i usystematyzował proces refaktoryzacji. Wykład ten tym samym stał się moim numerem drugim tej konferencji i do obejrzenia go w sieci gorąco zachęcam.

Z konferencji wyniosłam jednak nie tylko nową wiedzę, ale również książkę wygraną w konkursie zorganizowanym przez firmę Recruitiva. Zadaniem dla uczestników było podzielenie się jakąś zabawną wpadką w procesie rekrutacyjnym – swoją bądź zasłyszaną.
Nie mogłam się nie podzielić, gdyż mam takich opowieści mnóstwo:) Od bycia tytułowaną „Drogi Panie” na początku maila, poprzez mail zaczynający się od słów „Pani X” czy taki z tematem „Przygarnę kropka” – nawiązanie do kropki w .NET. Opisywałam już kiedyś na blogu ofertę pracy w „Białym Stoku”, ale na pewno nie wspomniałam o ofercie w której nadawca zarzekał się, iż dogłębnie zapoznał się z moim profilem na LinkedIn proponując mi jednocześnie stanowisko pracy w technologii z którą nie miałam nigdy nic wspólnego:)
Przyznam zatem, że nie było trudno coś do konkursu napisać. Bardzo się cieszę, że moje „przeboje” zostały nagrodzone przez organizatorów.

After party po skończonych wykładach odbywało się w pubie „Kontynuacja” zatem można było jeszcze podzielić się swoimi spostrzeżeniami z prelegentami a także wymienić doświadczeniami z innymi developerami.

Podsumowując – nie mogę się doczekać kolejnej edycji Boiling Frogs. Mam nadzieję, że organizatorzy uda się utrzymać poziom, gdyż poprzeczkę umieścili sobie naprawdę wysoko. Trzymam zatem kciuki i serdecznie pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *