Rzemiosło.it – moja relacja

Trochę czasu upłynęło od konferencji Rzemioslo.it, ale w końcu znalazłam chwilę by napisać parę słów o tym jak było.

Zacznijmy od tego, że była to konferencja w temacie jak sama nazwa wskazuje – rzemiosła czyli Software Craftsmanship i była pierwszą w tej tematyce na podkarpaciu. Odbyła się w ostatni weekend maja – 27, w sobotę w Jasionce (pod Rzeszowem) w Podkarpackim Park Naukowo-Technologiczny AEROPOLIS.

Organizatorom udało się ściągnąć takie znakomitości jak Sławek Sobótka, Piotrek Stapp, Jakub Gutkowski czy Jarek Pałka. Było zatem kogo posłuchać i było wiele ciekawych tematów.

Sławek w prezentacji pt. Co gryzie świadomego programistę DDD?” opowiedział nam o problemach z jakimi może zetknąć się programista stosując podejście DDD – tym samym przeszedł przez różne tematy – od mikroserwisów, przez RESTa, wspomniawszy również o architekturze monolitycznej. Przedstawił całą masę ciekawych przykładów i dobrych praktyk. Myślę, że prezentacja była bardzo przydatna nawet jeśli nie stosujemy DDD na co dzień, ponieważ obejmowała wiele koncepcji i przydatnych uwag.

Piotrek opowiedział historię pt Od juniora do seniora czyli tam i z powrotem. Jak kierować swoją kariera na przykładzie własnym i znajomych” czyli podzielił się z nami swoimi doświadczeniami z poszczególnych projektów w jakich brał udział pełniąc rożne role. Każdy „rozdział” kończył się wnioskami wyciągniętymi z danego okresu. Bardzo ciekawe!

Jakub zaprezentował temat języka Elixir – niestety nie miałam okazji w tym uczestniczyć, ponieważ wybrałam równoległe odbywającą się prezentację Namysława Szymaniuka – Dlaczego warto „skakać” pomiędzy technologiami?”. Niestety ona tylko w połowie zgadzała się z pierwotnym tematem, ponieważ okazało się, że nie była ona pierwotnie tak długa by wypełnić godzinne okienko czasowe jakie było przeznaczone na prezentację. Dlatego też drugą połowę wypełniła opowieść o Xamarin Forms, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że od czasu moich przygód z Xamarinem (opisywanych tutaj) niewiele się w tym frameworku zmieniło. Szkoda.
Natomiast jeśli chodzi o pierwszą część, to faktycznie znalazło się w niej parę ciekawych rad i spostrzeżeń. Jak na przykład to, że wybór technologii to nie wyrok na całe życie czy że biorąc pod uwagę zmianę technologii musimy się liczyć z koniecznością poświęcenia sporej ilości prywatnego czasu na douczenie się wielu rzeczy.
Tak czy inaczej zmiana technologii w ramach tej samej firmy, czy też po prostu wykorzystanie innego języka niż dotychczas wydaje się być w miarę proste. Brakło mi w tej prezentacji trochę pełniejszego spojrzenia na tego typu zmiany – na przykład tematu zmiany technologii przy jednoczesnej zmianie firmy – taki skok na głęboką wodę. To również jest istotne z punktu widzenia „skoków” między technologiami. Moim zdaniem zatem troszkę za mało doświadczeń jeszcze zebranych w tej prezentacji.

Jarek Pałka w prezentacji Agile & architecture” dzielił się swoimi doświadczeniami z pozycji architekta oprogramowania.

Z kolei ciekawy show pokazały chłopaki z białostockiej firmy Software Hut (Hubert Zub i Marcin Bartoszuk) w prezentacji pt: Dlaczego programiści nie rozumieją wymagań?”. W dużej części prezentacja składała się ze scenek odgrywanych pomiędzy przykładowym programistą przykładowym project managerem a także klientem. Było o najczęściej popełnianych błędach w specyfikacji tworzonej na starcie projektu, o sposobach poprawienia komunikacji z klientem a także o tym jak ważne jest by wymagania odnośnie projektu były jednoznaczne i wyczerpujące. Wszystko to podane w formie bardzo przystępnej i zapadającej w pamięć. Wykonanie naprawdę super!

Na samym końcu chciałabym wspomnieć o bardzo „mięsnej” prezentacji Szymona Kulca pt The only thing that matters”. Była to zdecydowanie najbardziej techniczna z prelekcji na których byłam tego dnia. Szymon wyciągnął na światło dzienne wnętrzności kryjące się w takich mechanizmach jak SQL Server, Kafka czy Event Store. Było dużo o bazach danych, sposobach przechowywania i przetwarzania danych w nowszych i starszych silnikach.

Podsumowując – konferencja jak na pierwszy raz wyszła naprawdę super i myślę, że na pewno zawitam z rok. Polecam Wam również w przyszłym roku na nią wstąpić. Wstęp był niedrogi a i sobotni termin pozwalał wybrać się bez uszczerbku dla pracy. Tegoroczne prelekcje były rejestrowane i zapewne niedługo pojawią się w sieci, więc będziecie mogli zobaczyć co w tym roku przegapiliście.

Boiling Frogs 2017 – relacja

Tym razem konferencja odbyła się w Hali Stulecia, ponieważ organizatorzy zdecydowali się podwoić liczbę uczestników. Przyznam, że osobiście wolę trochę bardziej kameralne konferencje – dlatego też rok temu podobało mi się bardziej. Ale tylko jeśli chodzi o organizację. Merytorycznie było tak samo dobrze jak poprzednio. Żałuję, iż Boiling Frogs ma miejsce w zimie, ponieważ lokalizacja latem pozwalałaby na oglądanie pokazów multimedialnej fontanny, która znajduje się właśnie na pergoli przy Hali Stulecia. Zimą jest troszkę mniej atrakcyjnie.

Sale w których odbywały się prelekcje były na dwóch różnych piętrach, więc troszkę było biegania, ponieważ przerwy nadal były 15 minutowe. Organizatorzy przyznali, iż zaprosili za dużo prelegentów przez co przerw nie dało się wydłużyć. W jednej z sal zdecydowanie problemem był brak klimatyzacji, ponieważ z godziny na godzinę było trudniej w niej wysiedzieć a brak tlenu = drzemka:) Nie wiem czy to problem całego obiektu czy tylko tej sali. Była największa z tych w których odbywała się konferencja, w innych tego problemu nie zauważyłam, ale pojawiał się problem z dużo za małą ilością krzeseł. Tak więc troszkę problemów organizacyjnych się pojawiło. Jednak nie odstraszy mnie to od odwiedzenia konferencji za rok:)

A teraz troszkę o prelekcjach:

Pierwsza na którą się wybrałam to Clean architecture: co z tego możesz wziąć dla siebie? Mariusza Sieraczkiewicza.  Opowiedział nam trochę o różnych typach architektur oraz o tytułowej Clean architecture podając przy okazji trochę jej wad i zalet.

Kolejna to  Pair programming — sposób na lepszy kod i mocniejszy zespół Krzyśka Jończyka. Mnie osobiście do pair programmingu namawiać nie trzeba. Bardzo lubię to robić i staram się nawet zdalnie praktykować tą metodę. Większość ludzi bywa niestety niechętna – tym wszystkim polecam tą prezentację. Krzysiek opowiada na przykładach z życia o tym jak dużo pair programming wnosi dobrego dla programistów a także dla biznesu. Mianowicie – programistom pozwala lepiej i szybciej uczyć się od siebie nawzajem a kod zyskuje na jakości, ponieważ błędy wychwytywane są częściej już w trakcie tworzenia oprogramowania. Pair programming przyspiesza też wdrażanie nowych osób w firmie czy też w projekcie – chyba każdy z nas wie, iż najszybciej uczymy się od siebie nawzajem. No i w końcu siedzenie razem nad jakimś zadaniem powoduje, iż nawiązują się w zespole silniejsze więzi, ludzie poznają się nawzajem i tym samym zyskuje na tym cały zespół.

Krzysiek podzielił się również ciekawym podejściem do pair programmingu, którego przyznam, że nigdy wcześniej nie stosowałam w PP, ale na pewno zacznę – mianowicie technika pomodoro. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi – jest to technika, której główną zasadą jest by pracować w 25 minutowych interwałach i po każdym z nich robić 5 minut przerwy. Z kolei po 4 interwałach zrobić dłuższą np. 20 minutową przerwę. Do tej pory zdarzało mi się  to stosować to w pracy samodzielnej. Ważne jest jednak to, że nie każde zadanie nadaje się do realizacji w technice PP i tutaj zawsze musimy się wykazać pewną dozą doświadczenia i zdrowego rozsądku.

Następna prezentacja to Developer na detoksie Michała Płachty. Tutaj przyznam, że z opisu spodziewałam się czegoś bardziej o asertywności w podbramkowych sytuacjach, gdy tuż przed wyjściem z pracy nagle zdarza się pożar a my musimy zdecydować czy ratujemy pracę kosztem życia prywatnego czy też delegujemy nasze zadania by jednak życie prywatne nie ucierpiało.

Jednak Michał opowiada o czymś również ciekawym – mianowicie o naszych sposobach postrzegania świata i sposobach podejmowania decyzji. I tak mogliśmy się dowiedzieć, że jeśli przyjdziemy do lekarza a on zamiast przepisać nam lekarstwa bez namysłu, najpierw sięgnie do książki, to my stracimy do niego zaufanie. Z kolei większe zaufanie wzbudza w nas lekarz ubrany w fartuch lekarski niż taki bez – mimo, że nie mamy pojęcia o wiedzy jaką posiada jeden albo drugi. Mamy również tendencję do zakładania, że wiemy jak coś działa tylko dlatego, że używamy tego na co dzień. Tymczasem większość ludzi nie jest w stanie opisać poprawnie niektórzych codziennie używanych mechanizmów. W ten sposób posługując się jak to nazwał Michał „iluzją wiedzy” oraz „iluzją zaufania” tworzymy nasze opinie. Problem w tym, że często przyjmujemy różne opinie za pewnik i nie próbujemy ich kwestionować ani nawet się nad nimi zastanawiać. Dlatego potrzebny nam detoks – abyśmy ponownie zaczęli sobie zadawać pytania. Michał przywołuje w swojej prezentacji całą masę ciekawych badań, dlatego też zachęcam do obejrzenia jej jeśli tylko będziecie mieli okazję. Zapewne już niedługo pojawi się w internecie – informacji szukajcie na stronie Boiling Frogs.

A później były mikroserwisy w wydaniu Jakuba Kubryńskiego (SLA i utrzymanie mikroserwisów)  – tutaj muszę przyznać, że byłam na kilku prezentacjach z tego tematu i bardzo często jest nudno. Tym razem jednak było bardzo życiowo. Kuba radził, przestrzegał, dzielił się naprawdę fajnymi doświadczeniami i przede wszystkim podkreślał, iż mikroserwisy nie są dla każdego. W sumie osobiście mocno się z tym zgadzam, zwłaszcza że nie tylko z mikroserwisami jest tak, że gdy coś nowego się pojawia wszyscy się nagle na to rzucają i chcą stosować gdzie popadnie. Jednak kiedy opada pierwszy entuzjazm a jednocześnie pojawiają się pierwsze problemy, widzimy że nie wszystko powinniśmy na siłę próbować stosować wszędzie. Kuba zaleca rozsądek i radzi jak zdecydować czy mikroserwisy są dla nas czy nie.

Po przerwie obiadowej udałam się na lightning talk do Ani Konopki – Jak nie zmarnować 8h a biurkiem. Ania przedstawiła nam sposoby na rozwinięcie swoich „umiejętności miękkich” w trakcie całego dnia pracy.

Bardzo dobrze bawiłam się na prezentacji Borysa Łąckiego ptBezpieczne programowanie — świat pełen błędów. Można było się dowiedzieć o różnych niebezpieczeństwach jakie czyhają na nas w świecie opanowanym przez inteligentne urządzenia, które tak chętnie instalujemy w naszych inteligentnych domach czy samochodach. Wśród opowiedzianych historii znalazły się m.in. historia o tym jak z inteligentnej opaski da się odczytać ruchy naszej ręki a tym samym piny jakie wpisujemy, o tym że można wyłączyć zdalnie zabezpieczenia na myjni i nasz samochod zostanie zniszczony, o przejmowaniu kontroli nad samochodowym radiem lub przeciążeniu rozruszników serca powodując nagłe osłabienie baterii. Prezentacja bardzo ciekawa i dobrze sobie coś takiego od czasu do czasu obejrzeć, by pamiętać o tym by rozsądnie podchodzić do wszystkich innowacji. Ją również polecam na przyszłość, gdy tylko się pojawi w sieci.

Ostatnia prelekcja o które chciałabym wspomnieć, to „Kariera developera. Zostałem seniorem i co dalej?” Michała Grucy. Jest to temat, który żywo mnie nie interesuje, ponieważ podobnie jak Michał mam wrażenie, że kolejnym krokiem po byciu senior developem od człowieka oczekuje się, że zostanie leadem, managerem itp. Większość firm niestety w tym kierunku pcha developerów co jednak nie zawsze jest dobre. Stanowiska te wymagają specyficznej wiedzy, często powodują ograniczenie obowiązków programistycznych co może prowadzić do tego, że nie każdy developer się tym odnajdzie. Michał przypomina o tym, że są jeszcze inne drogi i że przede wszystkim dużo zależy od firmy w której się znajdujemy. Jeśli jest ona prawdziwie otwarta na nasz rozwój w pożądanym przez nas kierunku jest duża szansa, że uda nam się zamiast rosnąć w górę na leada, na przykład urosnąć „w bok” zdobywając wiedzę w nowej technologii.

Na afterze było jak zawsze troszkę za głośno, ale bardzo miło. Bardzo się cieszę, że udało mi się być na konferencji w tym roku. Dziękuję organizatorom za świetną pracę i do zobaczenia za rok!

Code Europe – Kraków – jak było?

Miałam okazję ostatnio wybrać się na mało rozreklamowaną konferencję Code Europe w Krakowie. Miała ona również swoją bliźniaczą edycję w Warszawie dwa dni później. W obu miastach były niemalże te same prelekcje. Co wyróżniało wydarzenie to, że oprócz prelekcji można było wziąć w udział w warsztatach a to wszystko było darmowe. Niestety w praktyce wyszło to nieco rozczarowująco…

Po rejestracji na wydarzeniu dostałam maila z informacją, by koniecznie od razu zapisać się na warsztaty i prelekcje, bo liczba miejsc jest ściśle ograniczona. W przypadku warsztatów było to zrozumiałe ale w przypadku prelekcji? Troszkę dziwne. No i co z przeskakiwaniem między prelekcjami jeśli okaże się, że jednak nie interesuje mnie temat? Zgodnie z instrukcjami zapisałam się na warsztaty i prelekcje. Było to na kilka tygodni przed konferencją. Jednak dopiero na dwa czy trzy dni przed wydarzeniem dostałam maila (podobnie jak wiele innych osób) z informacją, że nie zmieściłam się na główną listę uczestników warsztatu na wybrany przeze mnie warsztat i jestem na liście rezerwowej. Dodatkowo była informacja, że decyduje kolejność pojawienia się pod salą i być może prowadzący zdecyduje o wpuszczeniu większej ilości osób. Było to dość kłopotliwe, bo albo człowiek bierze, że sobą sprzęt albo nie:(

Sprzęt wzięłam, ale na warsztat się nie dostałam. Z powodu kolejki do rejestracji. Tak oto wyglądała parę minut przed 9tą, więc jak nietrudno się domyślić po prostu na 9.15 nie zdążyłam.

img_20161205_085846

Innym ciekawym rozwiązaniem na konferencji było to, wykłady w równoległych blokach nie zaczynały się o tych samych godzinach tylko się zazębiały. Mogło to powodować albo zbyt długie albo zbyt krótkie przerwy a także utrudniać przejście między prelekcjami jeśli uprzednio wybrana nas nie zainteresuje.

Trochę o samych wykładach.

Pierwsze co widziałam, to Hubert Łępicki opowiadający o bazach danych w prelekcji pod tytułem „Your database is not your application”, który przypomniał nam, że czasy, gdy bazy danych były centrum naszego projektu i punktem startu dawno się skończyły.

Następnie byłam na bardzo inspirującej prezentacji „How to build a Robot!” Allena O’Neilla w której przekonywał nas on, jak dla mnie z sukcesem, że w dzisiejszych czasasch zbudowanie robota już nie jest tak dużym wyzwaniem i że każdy z nas może to zrobić. Najważniejsze to skupić się na prostocie I podstawowych funkcjach a niekoniecznie przejmować się tym jak to wszystko wygląda, bo to możemy dopracować później. Podkreślał, by duże problemy rozbijać na mniejsze i to od nich rozpoczynać rozwiązywanie. Mówił też o tym, że nawet jeśli mamy jakiś pomysł, który chcielibyśmy zrealizować I na dziś dzień jest to trudne bądź niewykonalne w ramach naszych zasobów, to by wracać do niego co parę lat, ponieważ niewyklyczone, że przyszłość dostarczy nam rozwiązań.

Kolejna prelekcja to „So, how do Google, Bing and Yahoo work?” również tego samego Allena O’Neilla na którą troszeczkę się spóźniłam, ponieważ organizatorzy konferencji poskąpili (była darmowa, ale jednak…) jakiegokolwiek poczęstunku dla uczestników i nie było sensownej przerwy by obiad zjeść gdzieś na zewnątrz.

Zatem nie było ani czegoś w ramach lunchu ani niczego do przegryzienia do kawy. Kawy zresztą też było mało, ponieważ znajdowała się tylko na stanowiskach firm, które reklamowały siebie i miały na celu rekrutację. Nie było możliwości napicia się kawy bez wdawania się w rozmowę o firmie, ofertach i byciu namawianym na poszczególne stanowiska. Jeśli więc nie szukało się pracy, takie rozmowy były stratą czasu a przez nie do kawy bardzo trudno było się dostać. Innych sposobów jej pozyskania nie znalazłam.

Wracając do prelekcji, to oczekiwałam czegoś bardziej zaawansowanego tymczasem prezentacja zawierała rzeczy bardzo proste, na które przy odrobinie zastanowienia wpadłby każdy. O działąniu takich mechanizmów zapewne można pokazać dużo ciekawsze rzeczy niż to jak kawałkiem kodu C# wyciągnać z htmla linki itp jest to jakaś tam podstawa crawlingu, ale później na pewno jeszcze wiele się dzieje.

Ciekawym punktem programu była też zorganizowana pogadanka na termat przyszłych zawodów w IT. Brali w niej udział Piotr Madej (Vice-President and Head of Telemedicine and Medical Devices RnD Department @ Comarch Healthcare) i Przemysław Berendt (Global Marketing Vice President @ Luxoft), którzy rozmawiali sobie o tym jak zmieniają się stanowiska w IT, które już wyginęły a które dopiero ostatnio powstały. Były również próby przewidzenia co przyniesie przyszłość.

Później był wykład na który bardzo liczyłam „Spotify – music streaming at scale” Niklasa Gustavssona, który w Spotify pracuje. Miałam nadzieję, że będzie bardziej technicznie o probelmach z jakimi w takiej skali muszą się mierzyć. Niestety jednak więcej było ogólnie os trukturze organizacji o sposobach współpracy, o tym jak działają wewnętrznie.

Następnie była moja ulubiona prelekcja tej konferencji – „Go hack yourself…or someone else will” Fransa Roséna, który na przykładach ze swojego życia jako zdobywcy sporej ilości pieniędzy ze znajdowania bounty bugów pokazuje różne ciekawe przypadki dziur w bezpieczeństwie a także zaniedbanych dobrych praktyk.

Ostatni wykład to „The Post JavaScript Apocalypse” Douglasa Crockforda, który początkowo wydawał mi się być wykładem o tym jak zapanować nad bałaganem w kodzie JavaScriptowym, ale ostatecznie okazał się być bardzo ciekawym opisem co można by zmienić by następca JavaScriptu był językiem prostszym i mniej zaśmieconym.

Na koniec jeszcze wspomnę o after party. Było ono tylko dla wybranych:) Organizowane przez Motorolę i zaproszeni byli jedynie programiści C++ i C#. Nietrudno się domyślić dlaczego zatem nie skorzystałam:) Wolę after, gdzie mogę pogadać z innymi programistami lub prelegentami a nie opędzać się od rekruterów.

Ciekawe jest też to, że z firmy w której pracuję dostałam bilet VIP, ponieważ jako jedyna się wybierałam a zapowiadało się, że bilet ten coś znaczy i będzie jakąś wartością dodaną do mojego normalnego biletu. Jednak kiedy pytałam przy rejestracji co ten bilet daje, organizatorzy mieli problem z odpowiedzią. Jedna pani była niepewna czy w ogóle coś, inna że może to po prostu bilet, kolejna, że może wejściówka na afterparty.

Podsumowując – konferencja jest darmowa i tematy są raczej podane w sposób odpowiedni dla początkujących, więc można by założyć, że taka jest grupa docelowa – studenci i młodzi programiści. Organizacja niestety jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia, bo nie jest to pierwsza darmowa konferencja na której byłam za to pierwsza na której nie było sensownego cateringu. Naprawdę ta kawa czasem jest niezbędna nawet na bardzo ciekawym wykładzie, bo po paru godzinach w ciemnej sali coraz trudniej oszukać organizm. Na pewno też nie jest to „największa konferencja programistyczna w Polsce” choć takim hasłem się reklamuje.

Moja pierwsza wyprawa do Białegostoku czyli Programistok 2016

We wczesny piątkowy poranek z kilkoma osobami z Krakowa wyruszyliśmy na wyprawę na drugi koniec Polski by zdążyć zawitać na programistok[0] czyli before przed konferencją.

Był to mój pierwszy raz w Białymstoku toteż ucieszyłam się bardzo móc wreszcie zobaczyć uśmiechnięty ratusz:

Usmiechnięty Ratusz

a także sławną Wodopojkę:

wodopojka

i skorzystać z jej dobrodziejstw:

Wóda i woda

Samodzielnie za to znaleźliśmy całkiem przypadkiem Restaurację kresową o nazwie Babka na Lipowej 2. Byliśmy tam dwa razy za każdym razem jędząc pyszne jedzenie i dostając rachunki w matrioszkach:

matrioszki1

matrioszki2

Nieskromnie powiem, że tak mocno reklamowałam Babkę w czasie konferencji, że po niej knajpka była pełna ludków z Programistoka:) Mam nadzieję, że wszystkim smakowało jedzenie tam tak bardzo jak mnie.

Jestem ogromną fanką grzańców, więc przypadkowe trafienie na knajpkę z takim wyborem grzańców bezalkoholowych:

nonalco

jak i alkoholowych:

alco

Z pierwszej listy wypróbowaliśmy wszystkie trzy i były świetne! Z drugiej listy – wiem na pewno, że lepszy jest czarny bambo niż Kubuś Puchatek:) A tą świetną knajpką jest Gram Off On na ulicy Icchoka Malmeda.

Wracając do tego po co przyjechaliśmy – programistok[0] to before nad befory:) Odbywał się w tzw Hackerspace stworzonym przez Hacklag. Mogliśmy zabawić się w Cebuliadę (tak, skojarzenie z Familiadą jest na miejscu) co było naprawdę super pomysłem. Dużo śmiechu, zabawy, świetni ludzie i dobre piwo:) Before ostatecznie przeniosł się częściowo do Alchemii, gdzie również zajrzałam, ale tylko na chwilę, by mieć siłę na konferencję.

Gdybym miała wybrać ulubioną albo najmniej ulubioną prelekcję byłoby mi bardzo trudno:) Wszystkie były na dobrym poziomie, ciekawiły i fajnie się ich słuchało.

Przekrój tematów był ogromny. O błędach bezpieczeństwa mówił Gynvael Coldwind prezentując wszystko na przykładach w konkretnych językach. Mówił o problemach jakie mogą spowodować źle zrobione operacje porównania, dodawania czy wartości bezwzględnej. Z kolei Basia Fusińska w bardzo przystępny sposób wprowadziła nas w podstawy języka R i nauczania maszynowego. Jest to temat, który od jakiegoś czasu jest na mojej liście tematów do zgłębienia. Mam nadzieję, że wkrótce mi się to uda:) Michał Szczepanik swoją prezentacją mógł zmrozić krew niejednego programisty Android – bardzo fajnie opowiedział i pokazał jak można wykorzystać źle zabezpieczone aplikacje mobilne i jak chronić swoje programy przed niepożądanym użyciem.

Po obiedzie przyszedł czas na szereg Lightning Talków podczas których 8 osób miało swoje 5 minut – dosłownie! Było o sprawach technicznych – np o tym jak napisać własny framework do TDD w dowolnym języku (Michał Taszycki) a także o sprawach mniej technicznych – jak życie z programistką (Przemek Kubera). Było dużo śmiechu i wyszło to naprawdę fajnie:)

Następnie przyszedł czas na prezentację o Raster Shaderach na Commodore 64 prowadzoną przez Michała Taszyckiego.
Przedostatnia prelekcja to temat Continous Delivery realizowanego bez tworzenia branchy. Łukasz Szydło przybliżył nam koncepcję „Feature Switches”, która jest dość ciekawym podejściem do zwinego tworzenia oprogramowania. Główne założenie polega na umieszczeniu nowych funkcjonalności w odpowiednio skonstruowanych blokach tak, aby możliwe łatwe było włączanie i wyłączanie. W ten sposób aplikacja produkcyjna zawsze zawiera cały bieżący kod i nie ma stresu związanego z deploymentem. Jeśli jakąś funkcjonalność włączymy i okaże się, że nie działa na produkcji, możemy ją łatwo wyłączyć bez skomplikowanego procesu wycofywania zmian w kodzie.
Konferencję zamykał temat ReactJS prezentowany przez Marcina Grzywaczewskiego, który przekonał nas, że ReactJS to nie tylko framework, ale przede wszystkim społeczność wobec niego zgromadzona.

After po konferencji miał miejsce w klubie Herkulesy, gdzie można było napić się drinków w sam raz dla programistów o takich nazwach jak „Hello World” albo „Breakpoint” 😀 Było też wykonanie na żywo piosenek z teledysku, co bardzo mnie ucieszyło:) Dało się również potańczyć.

Było naprawdę super. Mimo dużej ilości czasu jaką trzeba było poświęcić na dojazd i powrót uważam, że było warto. Każdy kto się wahał i nie pojechał w tym roku niech żałuje i szykuje się na przyszły rok. Nie możecie tego przegapić. W tym roku organizatorzy ustawili sobie wysoko poprzeczkę, więc nawet nie próbuję się domyślać co fajnego wymyślą w przyszłym roku. Dziękuję wszystkim!

P.S. Wygląda na to, że z tej relacji wyszedł troszkę wpis kulinarno podróżniczy:D

 

 

 

#DockNetCore – Twardy Reset w Świecie .NET – Capgemini IT T@lk

Zapraszam na wydarzenie organizowane już w czwartek 29 września 2016 o godzinie 18.00 przez Capgemini w krakowskim Browarze Lubicz (ul. Lubicz 17).

Nasi programiści i architekci przedstawią zagadnienia z zakresu .NET Core i konteneryzacji w oparciu o Docker. Spotkanie będzie podzielone na dwie części: prezentację oraz pokaz przy stanowiskach komputerowych na którym będzie można zobaczyć tworzenie aplikacji z użyciem niezbędnych narzędzi takich jak Visual Studio Code czy Yeoman.

Po prezentacjach będzie można oczywiście porozmawiać z nami o technologiach (i nie tylko) przy dobrym piwie.

Więcej o wydarzeniu znajdziecie tutaj.

Wstęp jest bezpłatny, ale trzeba się zarejestrować – formularz rejestracyjny dostępny na stronie.