Sto lat, sto lat – 10 lat mojego bloga!

Noworoczne zamieszanie spowodowało, że prawie zapomniałam, iż dokładnie 1 stycznia 2007 roku założyłam swojego programistycznego bloga.

Przez parę ostatnich dni próbowałam sobie przypomnieć jak to było wtedy i jak to bywało przez te 10 lat.

Otóż w tamtym czasie nie było tak rozwiniętej jak teraz polskiej blogosfery programistycznej. Właściwie w ogóle było mało blogów innych niż pamiętniki w sieci. Wówczas mój blog miał podtytuł „miejsce na moje podręczne notatki”, bo taki właśnie był jego cel. Założyłam go, by zapisywać jakieś problematyczne rozwiązania albo ciekawostki na które się napotykałam. Nie było w tamtym czasie Stackoverflow (powstał w 2008 i pewnie chwilę mu zajęło zanim stał się tak popularny jak teraz) więc faktycznie warto było mieć miejsce, by sobie coś zanotować i mieć do tego dostęp z każdego miejsca. Dzięki dostępności publicznej można było też łatwo się  tym dzielić z innymi.

Początkowo blog  był zdaje się na jakiejś platformie typu blox albo wp dopiero później przeniosłam go na WordPress. Był on zlokalizowany na darmowej domenie i hostingu pod adresem maga.ovh.org Dopiero parę lat później zmieniłam adres na programistka.com by w końcu kupić domenę programistka.net Obecnie stoi na płatnym hostingu linuxpl.org z którego zresztą jestem bardzo zadowolona, bo nawet w niedzielę popołudniu odpisują na głupie pytania o to jak coś skonfigurować.

W tym początkowym okresie jeszcze gdy hostowałam stronę na ovh oprócz bloga miałam też śmieszne podstronki z CV itp. naklepane osobiście w phpie i z osobiście wymyślonym designem, co jak można się domyślić niespecjalnie służyło tej stronie. Na szczęście wraz ze zmianą domeny wreszcie zmądrzałam i postawiłam na jedną główną część jaką jest blog ubrany w skórkę stworzoną przez WordPress. Tym samym strona zdecydowanie zyskała na wyglądzie.

No i najważniejsza zmiana – gdy zakładałam bloga, zajmowałam się tworzeniem stron w PHP i w sumie nie myślałam o zmianie technologii. Teraz programuję głównie w .NET i pracuję jako architekt oprogramowania, ale nie przywiązuję się już tak bardzo do jednego języka.

Dziś blog ma też swoje odzwierciedlenie na Facebooku oraz Twitterze. Twitter istniał dopiero rok. Facebook z kolei był chyba jeszcze zamknięty dla szerszego grona a dostępny tylko dla środowisk uniwersyteckich.
Dziś mogę też pisać notki z komórki, co w 2007 roku nie przyszłoby mi do głowy:)

„Daj się poznać” – zgłoszenie wysłane

DSP2016 logo RGB color-1

Dziś w końcu zgłosiłam swoje uczestnictwo w konkursie „Daj się poznać” organizowanym przez Maćka Aniserowicza. Konkurs ten polega na programowaniu i blogowaniu o swoich zmaganiach z kodem, pomysłem, językiem itp. Zatem musimy mieć bloga i konto na Githubie, na którym będziemy publikować nasz kod. W ramach konkursu stworzyć można dowolną rzecz – aplikację, framework, bibliotekę – co tylko przyjdzie nam do głowy. Czas trwania to 3 miesiące – od początku marca do końca maja. Natomiast czas nadsyłania zgłoszeń upływa z końcem lutego. Jest konkurs – są też oczywiście nagrody. Więcej informacji można znaleźć na stronie Daj się poznać.

Ja osobiście zgłosiłam się, by zmobilizować samą siebie do realizacji pewnego, od dawna chodzącego za mną pomysłu na aplikację androidową. Na co dzień zajmuję się .NETem, Androidem nigdy nie zajmowałam się komercyjnie i stawiam w nim dopiero pierwsze kroki. Tak więc będzie to dla mnie na pewno duże wyzwanie, ale dzięki temu być może będę w stanie zweryfikować czy Android to jest własnie to czym chciałabym się zajmować być może zawodowo. Dodatkowo, aby poczuć się jak prawdziwy Androidowiec zdecydowałam, że całość prac będzie prowadzona na Linuxie, chociaż zwykle używam Windowsa. (Nie, to nie znaczy, że Androidowcy używający Windowsa nie są prawdziwi;))

Więcej o moim pomyśle na aplikację napiszę, gdy zacznie się konkurs, a póki co nie mogę się doczekać 1ego marca!

Boiling Frogs 2016 – Nie bądź żabą!

Boiling Frogs
W ostatni weekend miałam okazję uczestniczyć w pierwszej edycji konferencji „Boiling Frogs” odbywającej się we Wrocławiu.

Skąd taka nazwa?
Otóż jest pewna legenda/opowieść/mit mówiąca o tym, że jeśli wrzucimy żabę na gorącą wodę, to ona od razu wręcz instynktownie wyskoczy i ucieknie gdzie pieprz rośnie. Natomiast jeśli będziemy ją powoli podgrzewać w początkowo zimnej wodzie, to nie zauważy że coś jest nie tak i zginie.
Konferencji przyświecał zatem cel, by programiści nie stawali się takimi obojętnymi, powoli zdychającymi żabkami a wręcz przeciwnie – by pobudzić ich do ciągłego rozwoju i zdobywania nowych umiejętności. Stąd podtytuł: „Konferencja Software Craftsmanship”.

Moje wrażenia są bardzo dobre. Mimo, iż była to pierwsza taka impreza organizowana przez ITCorner, organizatorzy stanęli na wysokości zadania. To „Wrocławskie Braterstwo Technologiczne” łączy małe i średnie firmy IT na Dolnym Śląsku.

Cykl prelekcji otwierał Tomek Kaczmarzyk prezentujący założenia i cel konferencji. Tym samym mieliśmy okazję przypomnieć sobie manifest Software Craftsmanship. Zapewne też wiele osób zapoznało się z nim po raz pierwszy.

Po tym wykładzie pojawiły się już trzy ścieżki i ciężko było zdecydować na co się wybrać.
Ja zdecydowałam się na wykład „Developerze, zdevelopuj się sam!” Bartka Zdanowskiego. Mówił on o tym, jak sobie radzić, jeśli na co dzień pracujemy z jakimś nudnym i nieciekawym projektem bądź starą technologią. Podpowiadał jak urozmaicić sobie pracę – np. urzadzając w pracy hackathony a także podsunął parę sposobów na rozwijanie się po pracy – np. właśnie konferencje, książki. Nie dowiedziałam się z tej prezentacji nic dla mnie szczególnie nowego, ale myślę, że dla wielu programistów może być bardzo inspirująca.

Następnie posłuchałam „BDD i wymagania w Agile” autorstwa Wiktora Żołnowskiego. Wybrałam się na ten wykład, gdyż już kiedyś miałam okazję uczestniczyć w prelekcji Wiktora (o tej samej tematyce, co ta, która miała miejsce parę godzin później) i uważam, że opowiada ciekawie m.in. dlatego, że nie szczędzi przykładów z życia. Tym razem również było wiele takich anegdotek, gdyż Wiktor zaczął od wspomnienia o swojej nie dokończonej jeszcze książce opartej o fakty wyciągnięte z prawdziwego projektu.

Kolejny na mojej liście był Michał Gruca z prelekcją „Pozytywistyczny developer, czyli ciągła praca u podstaw.” I to był zdecydowanie mój numer jeden tej konferencji. Polecam obejrzenie nagrania jak tylko pojawi się w sieci. Otóż motywem przewodnim było to jak ulepszyć atmosferę w zespole, by wszystkim pracowało się fajnie i wydajnie.
Michał zwrócił uwagę na ważny problem, który dręczy wielu developerów – tymczasem myślałam, że jestem jedyna;) Jest on nazywany syndromem oszusta. Mianowicie wielu osobom mimo ogromnej wiedzy i specjalizacji w swojej dziedzinie wydaje się, że wie bardzo mało a wręcz nic i wszystko co osiągnął do tej pory jest dziełem przypadku. Prowadzi do to dużego stresu w sytuacji, gdy ktoś zostanie poproszony o pomoc lub realizację jakiegoś przedsięwzięcia, ponieważ jest on przekonany, że sobie nie poradzi. Oczywiście ostatecznie prowadzi to do tego, że jeśli już się podejmie, to sobie poradzi, ale zapewne bywa i tak, że ze strachu nie podejmie się wcale. Większość prezentacji poświęcona była właśnie temu problemowi. Michał namawia nas, byśmy jednak pomyśleli o tym, jak wiele jest osób, które wiedzą mniej od nas i z którymi możemy dzielić się naszą wiedzą. Pozwoli to zauważyć jak wiele jej posiadamy. Mówi też o tym, że dla ludzi, którzy właśnie mają wspomniane obawy ważne jest, by otrzymywać informację zwrotną – że sobie poradziły, że się im dziękuję za pomoc itp. Pomaga to uwierzyć w siebie i bardziej otworzyć na możliwości.

Na kolejnym wykład wybrałam „Effective Software Delivery” autorstwa Jakuba Kubryńskiego. Mówił on m.in. o tym, żeby nie upierać się przy realizacji wszystkich projektów w jednej technologii tylko dlatego, że kiedyś jakiś projekt za jej pomocą stworzony odniósł sukces. Zachęcał do elastyczności i większego przemyślenia tego co i jak się robi w projektach.

Tutaj powoli dochodzimy do momentu, gdzie muszę napisać coś mniej chwalebnego na tle jednej z prelekcji. Na przedostatnią tego dnia wybrałam „Be pragmatic, be SOLID!” Krzysztofa Menżyka. Niestety kompletnie mnie rozczarowała. Temat SOLID to dość teoretyczna kwestia i łatwo o jego nudne przedstawienie. Tak było właśnie tym razem. Owszem – było trochę teorii i trochę przykładów, ale sposób w jaki było to przedstawiane był dość nudny i miałam momentami wrażenie, iż autor sam siebie znudził tą prezentacją. Być może stało się tak dlatego, że dało się zauważyć spadek zainteresowania ze strony uczestników i doprowadziło do spadku energii. Prelekcja skończyła się dużo przed zakładanym czasem – nie wiem czy efekt taki był zamierzony, czy też powód był taki jak napisałam wcześniej.

Na koniec uczestniczyłam w prezentacji Mariusza Sieraczkiewicza „Naturalny porządek refaktoryzacji”. Czytałam książki o tej tematyce i w codziennej pracy oczywiście stosuję refaktoryzację, więc zastanawiałam się co nowego można jeszcze w tej kwestii wymyślić. Okazało się, że Mariusz bardzo fajnie przedstawił i usystematyzował proces refaktoryzacji. Wykład ten tym samym stał się moim numerem drugim tej konferencji i do obejrzenia go w sieci gorąco zachęcam.

Z konferencji wyniosłam jednak nie tylko nową wiedzę, ale również książkę wygraną w konkursie zorganizowanym przez firmę Recruitiva. Zadaniem dla uczestników było podzielenie się jakąś zabawną wpadką w procesie rekrutacyjnym – swoją bądź zasłyszaną.
Nie mogłam się nie podzielić, gdyż mam takich opowieści mnóstwo:) Od bycia tytułowaną „Drogi Panie” na początku maila, poprzez mail zaczynający się od słów „Pani X” czy taki z tematem „Przygarnę kropka” – nawiązanie do kropki w .NET. Opisywałam już kiedyś na blogu ofertę pracy w „Białym Stoku”, ale na pewno nie wspomniałam o ofercie w której nadawca zarzekał się, iż dogłębnie zapoznał się z moim profilem na LinkedIn proponując mi jednocześnie stanowisko pracy w technologii z którą nie miałam nigdy nic wspólnego:)
Przyznam zatem, że nie było trudno coś do konkursu napisać. Bardzo się cieszę, że moje „przeboje” zostały nagrodzone przez organizatorów.

After party po skończonych wykładach odbywało się w pubie „Kontynuacja” zatem można było jeszcze podzielić się swoimi spostrzeżeniami z prelegentami a także wymienić doświadczeniami z innymi developerami.

Podsumowując – nie mogę się doczekać kolejnej edycji Boiling Frogs. Mam nadzieję, że organizatorzy uda się utrzymać poziom, gdyż poprzeczkę umieścili sobie naprawdę wysoko. Trzymam zatem kciuki i serdecznie pozdrawiam!

Packt Publishing – JavaScript week – darmowe książki

Wydawnictwo Packt Publishing kolejny raz nęci nas darmową ofertą wybranych książek – tym razem tematem jest JavaScript. Ofertę można znaleźć tutaj.

DevDay, DevDay i po DevDayu – jak było?

Dzięki wejściówce wygranej jakiś czas temu na portalu DevTalk miałam okazję uczestniczyć w tegorocznej konferencji DevDay.

Konferencja zorganizowana przez ABB odbywała się już piąty raz. Jednak tym razem, w odróżnieniu od zeszłego roku, wykłady trwały aż dwa dni.

Można więc było się dowiedzieć czego Chad Fowler nauczył się o pracy programisty od dnia w którym napisał książkę „The Passionate Programmer: Creating a Remarkable Career in Software Development”.
Oliver Sturm zaprezentował zbiór strasznych kawałków kodu pod hasłem „Creepy C#” a Scott Allen smaczki z Roslyn.

Było też kilka prezentacji, gdzie początkujący w danym temacie mogli nauczyć się rzeczy od zera. Shay Friedman pokazał krok po kroku jak czarno-białą, nieciekawą stronę zamienić w nowoczesną i przyciągającą wzrok. Rob Conery zapoznał uczestników z NoSQLową bazą danych RethinkDB a Mathew McLoughlin zaprezentował działanie Omnisharp. Jest to zestaw narzędzi, wtyczek do popularnych edytorów a także bibliotek, które to umożliwiają dość wygodne tworzenie aplikacji .NETowych bez używania narzędzi Microsoftu.

Pojawił się również język F#  i to w dość ciekawej odsłonie. Mianowicie użyty w uczeniu maszynowym. Temat przedstawiła Alena Dzenisenka, której postać wydaje mi się dość ciekawa również z uwagi na ogromną ilość doświadczenia zawodowego jak na tak młody wiek.

W trakcie tych dwóch dni prezentacji brakowało mi jednak trochę głębszego wejścia w niektóre tematy, przekazania doświadczeń z dnia codziennego z daną technologią, przykładów „z życia wziętych”. Generalnie rzeczy, których nie znajdziemy w książkach ani internetowych tutorialach czy kursach.

Nie mogę się również doczekać, gdy w sieci ukażą się wykłady w których nie miałam okazji uczestniczyć, ponieważ jak to zwykle na tego typu konferencjach, wykłady odywały się równolegle w dwóch ścieżkach.